5.07.2001 czwartek

(Githio - Monemvasia - Githio)
Robimy sobie wycieczkę do 
Monemvasii, nazywanej greckim Gibraltarem. Miasto podobne jest trochę do Mistry, ale zamieszkałe i  żywe .
 Niewidoczną z daleka ścieżką, podziwiając wspaniałe 
widoki, wspinamy się do Górnego Miasta, gdzie jedynym zachowanym obiektem 
jest 
kościół Agia Sofya. Siedząc w środku słychać jak w jego kopule świszczy wiatr. Jest naprawdę wysoko, za kościółkiem jest już tylko 
urwisko.  

6.07.2001 piątek

(Githio - Kalamata - Pirgos - jaskinie Dyros - Kalamata Verga)
Jedziemy w kierunku Kalamaty, przez region w którym tradycyjnie buduje się tzw. domy wieżowe. Mimo dość drogich biletów, 
postanawiamy zwiedzić 
jaskinie Dyros. Dostajemy kamizelki ratunkowe i wsiadamy do łódek. Znaczną część jaskiń zwiedzamy w ten 
sposób. Płyniemy w międzynarodowym towarzystwie (Austriacy, Holendrzy) Niestety, jedyną kwestią w obcym języku znaną 
przewodnikowi jest:  Jestem Grekiem i mówię tylko po grecku . Jaskinie są bajeczne i zrobiły na nas ogromne wrażenie. Ponadto możemy 
trochę odpocząć od spiekoty, panującej na zewnątrz. Docieramy na kemping. W morzu, czystym jak kryształ, wybijają źródełka z słodką 
wodą, nieustannie unoszą się pęcherzyki powietrza. 

7.07.2001 sobota
(Kalamata Verga - Tolo)
Ponieważ woda jest taka wspaniała, spędzamy w niej jeszcze przedpołudnie. Potem, przemieszczamy się tylko na następny kemping. 

8.07.2001 niedziela

(Tolo - Olimpia - Palouki)
Jedziemy do Olimpii. Najpierw zwiedzamy muzeum, które jest jednym z najbogatszych w Grecji. Ekspozycja urządzona jest 
chronologicznie. Idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara oglądamy eksponaty od czasów prehistorycznych, poprzez klasyczne, aż po 
rzymskie.  Potem spacerujemy po starożytnej Olimpii. Miasto cieszyło się sławą ośrodka religijnego i sportowego. Dochodzimy do 
stadionu. Piotrek przebiega się po historycznej bieżni. Ze względu na wysoką temperaturę jesteśmy tylko kibicami. Świątynia Zeusa to 
tylko rozsypane fragmenty kolumn, jednak ich średnica daje pojęcie, jak wielka to była budowla. Przechodzimy przez pracownię Fidiasza, 
w której powstały jedne z jego największych dzieł.

9.07.2001 poniedziałek

(Palouki - Kastro - Palouki)
Rano wybieramy się na zwiedzanie frankońskiego 
zamku Chlemoutsi. Położony na górze jest widoczny z bardzo daleka. Z jego murów 
roztacza się ładny widok.

10.07.2001 wtorek

(Palouki - Kato Alissos)
Podjeżdżamy na następny kemping, położony nad Zat. Koryncką i oddajemy się błogiemu lenistwu. 

11.07.2001 środa

(Kato Alissos - Preveza)
Opuszczamy Peloponez, po drodze mamy dwa promy. Pierwszym pokonujemy dłuższą, a drugim krótszą drogę. Droga malownicza. 
Morze w Prevezie nie nadaje się do pływania, ale za to oglądamy dno morskie i obserwujemy różne żyjątka. Wieczorem udaje nam się 
wreszcie zobaczyć zachód słońca.

12.07.2001 czwartek

(Preveza - Igoumenitsa)
Przemieszczamy się na kemping położony 6 km od Igumenitsy. Rozbijamy się i jedziemy do miasta załatwić sprawę biletów. Niestety 
zawiesił się system komputerowy i nie możemy sobie zaklepać miejsc na promie. Trochę się denerwujemy, a pani z obsługi uspakaja nas, 
tłumacząc że mamy przyjść jutro i miejsca "albo będą, albo nie" . Nie należy się tym w ogóle przejmować, czyli typowa dla południowców 
"maniana" . Niestety my nie wytrzymujemy nerwowo   przecież musimy wrócić do pracy   i wieczorem wracamy do biura, tym razem 
wszystko się udaje. 

13.07.2001 piątek

(prom Igoumenitsa - Venezia)
Wstajemy wcześnie rano, pakujemy się i jedziemy na prom. W porcie mamy być o 8.30, a wypływamy o 10.00. Tym razem zabieramy 
wszystkie potrzebne rzeczy i dostateczną ilość jedzenia. Poza tym, ponieważ zadekowano nas na właściwym pokładzie, mamy cały czas 
dostęp do samochodu. Początkowo płyniemy wzdłuż wybrzeża Albanii. Naprawdę to dziwny kraj. Wszędzie wybrzeża to miejsca tętniące
 życiem. Tu nie widać żadnych zabudowań, dróg, przystani rybackich, nic tylko czysta przyroda. Tylko w jednym miejscu w odległej 
zatoce widać zabudowania większego miasta. Dla zabicia czasu patrzymy na grecki dziennik telewizyjny. To naprawdę hit! Trwał chyba 
ponad 2 godziny, kompletne wymieszanie tematów całkowicie błahych z ważnymi. Ważne wydarzenie polityczne, a następnie 15 
minutowa  relacja ze ściąganie kotka z drzewa przez straż pożarną.

14.07.2001 sobota

(Venezia - Udine - Villach - Graz - Wien - Olomouc - Cieszyn - Łaziska Górne)
Rankiem wpływamy do budzącej się Wenecji, znowu podziwiając jej wspaniałą architekturę w promieniach wschodzącego słońca.
Od razu wskakujemy na autostradę i pędzimy do domu. Zaskakują nas jeszcze austriaccy drogowcy, którzy z powodu lepienia dziury o 
powierzchni ok. 2 m kw. na autostradzie pod Wiedniem, zamykają 2 pasy ruchu i odcinek 10 km pokonujemy w 2 godziny. Wieczorem 
docieramy do domu. 
W ciągu trzech tygodni przejechaliśmy 4180 km, z czego ponad 2 tys. zajął nam dojazd i powrót z Wenecji. 
 
<<< poprzednia strona <<< 1 2  
2/2
Monemvasia
jaskinie Dyros
Olimpia
Olimpia
zamek Chlemoutsi
góry nad Zatoką Koryncką
wybrzeże w okolicach Prevezy