Tunezja 2004 - U wrót pustyni
19.06.2004 sobota
(Łaziska Górne - Olomouc- Brno - Wien -Graz - Villach -Udine - Mestre)
Tym razem po pierwszy wyruszamy na kontynent afrykański - do Tunezji. Przed wyjazdem trochę załatwiania - wizy, które
obowiązują turystów, podróżujących indywidualnie po Tunezji oraz rezerwujemy bilety na prom z Sycylii do Tunisu.
Wyruszamy koło 8 rano, jadąc tradycyjną, przemierzoną przez nas już wielokrotnie trasą do Wenecji. Niestety, tradycyjnie zabierane na
pierwszy dzień podróży pieczone kurczaki, przez niedopatrzenie zostają w lodówce. Pogoda po drodze zmienna, na przemian: chmury,
słońce, deszcz i burze, poza tym bez sensacji. Wieczorem docieramy na znany nam już kemping " Rialto" koło Wenecji.
20.06.2004 niedziela
(Mestre - Padova - Bologna - Orvieto - Cassino)
Rano leje, zwijamy się jak najprędzej i ruszamy dalej na południe. Na szczęście " Autostrada Słońca ", zgodnie ze swoją nazwą wita nas
wspaniałą pogodą, która już nas nie opuszcza. Pierwszy postój robimy w Orvieto. Miasto, położone na wysokim wzgórzu prezentuje się
bardzo ładnie, przyozdobione jeszcze, w związku z niedawno obchodzonym świętem Bożego Ciała. Docieramy do katedry, gdzie na
ołtarzu wystawione są relikwiarze z płótnem oraz z fragmentem ołtarza, poplamione krwią, która popłynęła z hostii podczas
Przemienienia, w kościele w pobliskiej Bolsenie. Na nocleg docieramy do Cassino na kemping, który w nazwie ma termy , co
wskazywałoby na obecność gorących źródeł, tymczasem liczne źródła wybijały, ale nadawały się raczej do leczenia metodą krioterapii.
21.06.2004 poniedziałek
(Cassino - Caserta - Cosenza - Pizzo)
Podjeżdżamy pod Monte Cassino. Po zwiedzeniu klasztoru zjeżdżamy na położony nieco niżej Cmentarz Polski. Jedziemy dalej, blisko
już do przeprawy na Sycylię. Autostrada, na szczęście na odcinku od Salerno, bezpłatna, jest chyba w nieustannym remoncie
i modernizacji. Obserwując tempo prac, można być pewnym, że nigdy się nie zakończą. Olbrzymi kemping, położony nad morzem jest
niemal całkowicie pusty. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego wszyscy Włosi wyjeżdżają na wakacje w sierpniu.
22.06.2004 wtorek
(Pizzo - Messina - Castel di Tusa)
Przeprawiamy się na Sycylię do Messiny i jedziemy dalej wzdłuż północnego wybrzeża wyspy. W pewnym momencie, mimo, że na
mapie jest dalej, autostrada kończy się. Kemping, choć ma tylko 2 gwiazdki jest bardzo ładny i pięknie położony przy kamienistej plaży.
23.06.2004 środa
(Castel di Tusa - Cefalu - Palermo - Monreale- Trapani - Valderice)
Zatrzymujemy się w Cefalu. Zawiłymi uliczkami docieramy do katedry, której wnętrze robi duże wrażenie. W absydzie znajduje się
mozaika z figurą Chrystusa. Przejeżdżamy obrzeżami Palermo do Monreale. Zwiedzamy najpierw krużganki przy katedrze, gdzie znajdują
się bardzo ciekawe, wysadzane mozaikami kolumienki, a następnie wchodzimy do środka. Wnętrze wspaniałe, wszędzie mozaiki,
przedstawiające bardzo czytelnie sceny ze Starego i Nowego Testamentu oraz wizerunki świętych. Dojeżdżamy do Trapani
i zatrzymujemy się parę kilometrów na północ od miasta, by mieć jak najbliżej do promu.
24.06.2004 czwartek
(Valderice - Trapani - przeprawa promowa do Tunisu)
Zgodnie z zaleceniami, do portu przyjeżdżamy 3 godziny przed planowym ( i niestety tylko planowym) wypłynięciem. Wokół nas
swoisty folklor - samochody (na włoskich numerach) załadowane, jak na reklamie IKEI. Na dachach lodówki, skutery, olbrzymie kartony,
a wewnątrz nie można wcisnąć szpilki. To Tunezyjczycy, zamieszkali i pracujący we Włoszech, wracają do domu. Jesteśmy jedynym
normalnie wyglądającym samochodem. Niestety, prom, którym mamy płynąć, jest wciąż rozładowywany. Obsługa portu zachowuje się,
jakby po raz pierwszy przypłynął prom z TIR-ami na pokładzie. Samochody, wieszają się bakami na załamaniu pomostu wyjazdowego,
a oni nie umieją sobie z tym poradzić, podkładając pod koła maty, które dają tylko tyle, że przy następnej próbie samochód zawisa na
baku pół metra dalej. W końcu decydują się na odpinanie naczep i własny ciągnik wyciąga je po kolei na nabrzeże. Z 3 godzinnym
opóźnieniem wypływamy wreszcie w morze. Opóźnienie na starcie powoduje, że do Tunisu docieramy w środku nocy. Tu miła
niespodzianka, wjeżdżamy na duży terminal portowy, gdzie kilkadziesiąt samochodów odprawiane jest równocześnie. Choć w paru
miejscach musimy mieć wbite pieczątki, wszystko przebiega bardzo sprawnie. Podjeżdżamy do miasta, gdzie znajdujemy hotel, o którym
pozytywnie można tylko powiedzieć, że był w nim ciepły prysznic i był bardzo tani. Resztę należy przemilczeć.
25.06.2004 piątek
(Tunis - Sousse)
Jemy śniadanie w kafejce i po dostaniu się na autostradę jedziemy do Sousse. W mieście wydzielona jest strefa turystyczna zabudowana
samymi hotelami. Po wypoczynku na plaży po południu podjeżdżamy do centrum by zwiedzić miasto. W meczecie akurat odbywają się
piątkowe modły, więc można tylko do niego zajrzeć. Przejście przez suk to nieustanne nagabywanie przez sprzedających, którzy po
zorientowaniu się, jakiej narodowości jest przechodzący, wygłaszają swoje formułki, zapraszające do odwiedzenia ich sklepów chyba we
wszystkich możliwych językach. Kręcimy się dość długo po labiryncie uliczek mediny i wracamy do hotelu.
26.06.2004 sobota
(Sousse - Kairouan - Sousse )
Po śniadaniu jedziemy do Kairouanu, podobno czwartego w kolejności świętego miasta islamu po Mekce, Medinie i Jerozolimie. Do
miasta wchodzimy w pobliżu Wielkiego Meczetu, gdzie możemy obejrzeć sobie cmentarz muzułmański. Meczet, którego początki datuje
się na 670 r. jest najważniejszym zabytkiem w mieście. Nawet po wielu zmianach i rekonstrukcjach, uważa się że niższa część minaretu,
powstała w początkowych latach VIII w. jest najstarszym zachowanym minaretem na świecie. Przez otwarte drzwi możemy obejrzeć
sobie wnętrza meczetu. Przechodzimy do Bi' r Barouta. Według legendy, znajdujące się tu źródło, jest połączone podziemną rzeką
z Mekką.

1/4