Meksyk 2005  - Podróż po krainie Majów 
Choć plany wyjazdu do Meksyku istniały wcześniej, decyzja i realizacja przebiega błyskawicznie. W niedzielę znajduję tanią ofertę  
"last minute" na bilety lotnicze, w poniedziałek dzwonię do niemieckiego biura, gdzie rezerwuję bilety, dokonuję przelewu i okazuje 
się, że następnego dnia bilety dotarły już z Niemiec do domu. Świat zrobił się mały. Tak, więc, pomimo ciągle trwających 
wątpliwości i obaw ze strony Aliny, wyruszamy za  "Wielka Wodę" . Był to już ostatni dzwonek, gdyż wkrótce w rejonie karaibskim
zaczyna się pora deszczowa. 

22.04.2005 piątek

(Łaziska Górne - Zgorzelec - Dresden - Köln - Aachen - Bruksela ) 
Rankiem ruszamy naszym samochodem w kierunku Brukseli. Z wyjątkiem paru korków na autostradach w Niemczech, przejazd 
przebiega sprawnie i na nocleg dojeżdżamy do położonego na obrzeżach Brukseli, blisko lotniska, hotelu Formuły 1. Tam nocujemy i 
pozostawiamy na parkingu samochód.

23.04.2005 sobota

(Bruksela - Cancun ) 
Następnego dnia, hotelowym autobusem podjeżdżamy na lotnisko. Samolotem Boeing 767 300ER portugalskich linii lotniczych Euro 
Atlantic lecimy do Cancun. Po drodze lądujemy w Lizbonie, celem wymiany załogi i zatankowania paliwa.  Do Meksyku docieramy 
po 11 godzinach lotu, już po zapadnięciu zmroku. Wita nas temperatura w granicach 30 st. C,  przy wilgotności prawie 100%.  
Okazuje się, że Hertz, w którym mamy rezerwację, nie posiada już małego samochodu, jednak organizują nam podobny w 
wypożyczalni Dollar. Po załatwieniu formalności podjeżdżamy do centrum Cancun do hotelu na nocleg. Tak kończy się bardzo 
długa, bo trwająca 31 godzin doba (różnica czasu wynosi 7 godzin).

24.04.2005 niedziela

(Cancun - Chichen Itza - Izamal - Merida) 
Rano po śniadaniu wsiadamy do "naszego" VW Pointera i jedziemy do Chichen Itza. Niepotrzebnie korzystamy z płatnej drogi, gdyż 
jak się później okazuje, te bezpłatne są puste i podróż wcale nie przebiega wolniej. Jazda drogą przez dżunglę to nieustanne 
przebijanie się przez chmary motyli. 
Chichen Itza to najlepiej zachowany ośrodek Majów na Jukatanie.Na wprost od wejścia znajduje się 24 m 
piramida El Castillo 
(Zamek), która góruje nad miastem. Piramida ta nawiązuje do astronomicznej wiedzy Majów. Ilość stopni, poszczególnych 
poziomów, płycin na jej ścianach odpowiada ilości dni, miesięcy i lat w kalendarzu Majów. Po stromych i dość wąskich schodach 
wspinamy się na jej szczyt.Można stąd podziwiać całą panoramę Chichen Itza. Z jednej strony znajduje się boisko do gry w piłkę, a 
po drugiej widać 
Świątynię Wojowników i Zespół Tysiąca Kolumn. Niektóre budowle znajdują się dalej w dżungli. Schodzimy w dół 
i przechodząc obok 
Świątyni Jaguara udajemy się na boisko do gry w piłkę. Ma ono 168 m długości, a na ścianach bocznych znajdują 
się 
rzeźbione obręcze, przez które miała przelecieć piłka. Nieopodal boiska znajduje się ołtarz ofiarny, z wyrzeźbionymi trupimi 
czaszkami, gdzie jak sądzą archeologowie wystawiano głowy ludzi złożonych w ofierze. Wzdłuż dróżki do Sacbe (Świętej Studni) 
ulokowali się sprzedawcy pamiątek. Nie są oni jednak nachalni, jak np. w krajach arabskich i w spokoju czekają na klientów. 
Przechodzimy dalej w kierunku 
Obserwatorium, w którym niektóre szczeliny w ścianach odpowiadają położeniu ciał niebieskich w 
najważniejszych dniach kalendarza Majów. Szczególnie bogate zdobienia znajdują się na fasadach  
Kościoła  (Iglesia) i Domu Mniszek.
Jeśli chodzi o nazwy budowli, należy pamiętać, że nadane zostały przez Hiszpanów, na zasadzie skojarzeń, a wcale nie oddają 
funkcji, które rzeczywiście pełniły w społeczności Majów.
Opuszczamy ruiny Majów  i po drodze odbijamy jeszcze do Izamalu, zwiedzając 
Klasztor Św. Antoniego z Padwy, zbudowany 
przez franciszkanów z Hiszpanii. Kościół jak i wiele sąsiadujących kolonialnych domów mają żółty kolor, dlatego Izamal nazywany 
bywa "Żółtym Miastem". Przed kościołem znajduje się 
pomnik Jana Pawła II, który odwiedził to miejsce w 1993 r.
Na nocleg przyjeżdżamy do Meridy. Piotrek po trudach zwiedzania od razu lokuje się w hotelowym basenie, my wkrótce dołączamy.

25.04.2005 poniedziałek

(Merida - Uxmal - Edzna - Campeche) 
Rankiem wychodzimy na miasto, które nie robi nas specjalnego wrażenia i ruszamy w kierunku kolejnych ruin Majów do Uxmal. Po 
drodze widzimy wiejskie domki indiańskie, których wygląd na początku nas szokuje. Kryte liśćmi palmowymi, bądź trawą, często 
bez okien i drzwi, niektóre wymurowane, inne o konstrukcji drewnianej, obite deskami. Przyzwyczajeni do standardów europejskich, 
nie spodziewaliśmy się tak dużych kontrastów, jakie tu występują między większymi miastami a wsią.
Dojeżdżamy do Uxmal i rozpoczynamy zwiedzanie od obejrzenia 
Piramidy Wróżbity, na której występują wszechobecne wizerunki 
boga deszczu Chaca, z charakterystycznym haczykowatym nosem. Następnie przechodzimy do kompleksu budynków, który 
Hiszpanom przypominał cele zakonne, więc nazwali go 
Czworokątem Mniszek. Kompleks ruin jest dość rozległy. Idziemy w 
kierunku Pałacu Namiestnika i wspinamy się na Wielką Piramidę. Po drodze widzimy największą, spotkaną przez nas iguanę o ponad 
metrowej długości. Z Wielkiej Piramidy roztacza się wspaniały widok na 
Gołębnik  i cały obszar ruin. Aż po horyzont ciągną się lasy. 
Po drodze mijamy jeszcze jedne ruiny w Kabah, gdzie jednak nie wchodzimy, jadąc dalej do Edzna. Tutaj nie ma już takiej ilości 
turystów jak wcześniej. Najważniejszą budowlą jest 
Wielki Akropol  z Budowlą Pięciu Pięter. Jedziemy w kierunku nadmorskiego 
Campeche. Po drodze z niepokojem spoglądamy na wskaźnik paliwa, na resztkach dojeżdżamy do miasta. Odtąd będziemy pamiętać, 
że odległości między miastami są duże, a czasami najbliższa stacja benzynowa znajduje się czasem po 200-300 km.
Campeche jest bardzo ładnym 
miastem o architekturze kolonialnej z kolorowymi fasadami. Spacerujemy po jej uliczkach, dochodząc 
nad morze, które jednak pozbawione jest plaży i śmierdzi. 
fotogaleria
fotogaleria 
mapa
mapa podróży
1/4
  1 2 3 4 >>>  następna strona >>> 
Chichen Itza
Izamal
Campeche
Edzna
Uxmal
Chichen Itza