Cypr 2006
W tym roku nie mieliśmy konkretnych planów wakacyjnych, czas płynął i na początku czerwca trzeba było podjąć decyzję. Wybór padł na Cypr. 2 dni poszukiwań w Internecie
i udaje mi się znaleźć ofertę dwutygodniowego pobytu w hotelu ze śniadaniem w Limassol, w cenie niewiele wyższej od znalezionych najtańszych biletów lotniczych.
W przypadku takiego małego państwa jak Cypr, jest to dobre rozwiązanie, gdyż mamy swoją bazę wypadową i nie musimy codziennie szukać noclegu. Limassol, jest położone
w środkowej części południowego wybrzeża Cypru, więc wszędzie będziemy mieli blisko. Jeszcze tylko wypożyczenie samochodu, rezerwacja parkingu dla naszego samochodu
w Warszawie i wszystkie formalności mamy za sobą.









23.06.2006 piątek
(Limassol - Agios Georgios Alamanos - Choirokoitia - Lefkara - Limassol)
Tym razem ruszamy na wschód. Odwiedzamy klasztor Agios Georgios Alamanos, w którym oglądamy pracownię mnichów, zajmujących się malowaniem ikon. Następnie
jedziemy do Choirokoitii, stanowiska archeologicznego z okresu neolitycznego. Za wejściem znajdują się 3 zrekonstruowane chaty, dalej ścieżka w górę prowadzi do
wykopalisk, gdzie obejrzeć można resztki fundamentów domków. No cóż, jak na pozostałość sprzed prawie 9 tys. lat, na więcej raczej nie można było liczyć. Odbijamy nieco
w góry do Lefkary, która znana jest przede wszystkim z biżuterii, wykonywanej przez mężczyzn i haftów wykonywanych przez kobiety, które ponoć nauczyły się tego fachu
od weneckich dam, które przyjeżdżały tu średniowieczu na wypoczynek. Uliczki miasta są tak wąskie, że z ledwością mieści się na nich samochód, a o dziwo są w większości
dwukierunkowe.Idziemy uliczkami wioski pod kościół Świętego Krzyża, w którym znajduje się relikwia - cząstka drzewa krzyża, na którym zginął Jezus. Wracając do
Limassol zatrzymujemy się na malowniczej Plaży Gubernatora, której nazwa wzięła się z tego, że za czasów kolonialnych wypoczywał tu brytyjski gubernator wyspy.
22.06.2006 czwartek
(Limassol - Petra tou Romiou - Geriskopou - Pafos - Limassol)
Postanawiamy jechać na zachód w kierunku Pafos. Wjeżdżamy na autostradę i jedziemy wzdłuż wybrzeża, które jest bardzo malownicze. Zjeżdżamy by obejrzeć
Petra tou Rommiou, legendarne miejsce, gdzie Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany. Następny postój robimy w Geroskipou, słynącym z wyrobów cukierniczych,
a szczególnie loukoumi, czyli galaretki powstałej przez odparowanie soków i obsypanej cukrem pudrem. Kupujemy słodycze i rzeczywiście okazuje się, że rzeczywiści są
lepsze, niż te kupione później w sklepach, wyprodukowane masowo. Odwiedzamy jeszcze kamienny kościół z IX w Agia Paraskevi, który ma pięć kopuł, ułożonych na
kształt krzyża. Jedziemy dalej do Pafos. Zabytki porozrzucane są w różnych miejscach. Zatrzymujemy się w pobliżu kościoła Agia Kyriaki, przed którym znajdują się
wykopaliska, na których widać kolumny, których jedna nosi nazwę pręgierza św. Pawła, który tu został pojmany i wychłostany, a następnie oślepił swego oskarżyciela, co
spowodowało nawrócenie rzymskiego namiestnika, który go ukarał. Podjeżdżamy na wielki parking w pobliżu portu, gdzie znajduje się największy obszar ruin Kato Pafos,
starożytnej stolicy Cypru. Wstępujemy do średniowiecznego zamku, gdzie z dachu można obejrzeć całą okolicę, łącznie z ruinami, które następnie zwiedzamy. Budynki na
obszarze ruin nie są zbyt okazałe, najciekawsze są mozaiki podłogowe, szczególnie te znajdujące się w Domach Tezeusza i Dionizosa. Wracamy autostradą do Limassol
Pierwszym miejscem, do którego się udajemy jest położony na półwyspie Akrotiri, klasztor Agios Nikolaos ton Gaton, czyli św. Mikołaja od Kotów. Nazwa wzięła się od
tego, że założycielka klasztoru św. Helena, podczas swego pobytu na Cyprze, zaskoczona plagą jadowitych węży, sprowadziła cały statek kotów, które miały z nimi walczyć.
Zakonnicy opiekowali się kotami i zagrzewali je do walki. Koty pozostały w klasztorze do dziś i licznie okupują klasztorny dziedziniec. Przejeżdżamy do zamku w Kolossi,
który jest najlepiej zachowanym średniowiecznym zamkiem na Cyprze. Został on zbudowany przez joanitów w XIII w. Wchodzimy na dach, stąd można podziwiać widok
najbliższej okolicy.Następny etap to ruiny antycznego Kourionu. Jest to jedno z najstarszych miast na wyspie, założone przez Greków w XII w p.n.e. Ponieważ zniszczyły
je trzęsienia ziemi, zbyt wiele tam nie pozostało. Idziemy do domu Eustoliosa, gdzie można zobaczyć kilka mozaik podłogowych, skąd przechodzimy do teatru rzymskiego
z II w. Poza tym, na obszarze ruin występują przeważnie mury o wysokości do kolan i czasem fragmenty kolumn. Nieco rozczarowani zjeżdżamy w dół na dość ładną
piaszczystą plażę. Wracając wstępujemy do malutkiego kościółka położonego jeszcze w Kourionie.
21.06.2006 środa
(Limassol - Akrotiri - Kolossi - Kourion - Limassol)
Po śniadaniu podjeżdża chłopak z wypożyczalni z samochodem. Zamiast najtańszego w ofercie Nissana Micra dostajemy w tej samej cenie Renault Clio z klimatyzacją. Przy
podpisywaniu dokumentów i wyciągnięciu prawa jazdy, gdy chłopak z wypożyczalni odkrywa, że jesteśmy Polakami, przyznaje się, że jest ze Słowacji i z angielskiego
przechodzimy na język " słowiański" . Ze względu na obawy, jak będziemy się czuć w lewostronnym ruchu, pierwszego dnia zbyt daleko się nie wybieramy. Początki jazdy
"pod prąd" są dość dziwne, trzeba przyzwyczaić się do zmiany biegów lewą ręką, zbyt mocno trzymam się lewej strony, prawie dotykając lusterek aut, zapakowanych przy
drodze. Drugiego dnia jest już o wiele lepiej, a trzeciego ruch lewostronny wydaje się już całkiem normalny.
20.06.2006 wtorek
(Limassol)
Ze względu na spodziewane zmęczenie podróżą, pierwszy dzień postanawiamy poświęcić jedynie na piesze rozpoznanie najbliższej okolicy, tym bardziej, że samochód
z wypożyczalni ma być dostarczony następnego dnia. Na plaży zaskakuje nas to, że większość osób tam przebywających to Rosjanie. W następnych dniach przestaje nas to
dziwić, okazuje się, że to norma. Plaża w Limassol nie wygląda zbyt zachęcająco ze względu na kolor piasku, który jest szarawy i przypomina ziemię.
19/20. 06.2006 poniedziałek/wtorek
(Łaziska Górne - Warszawa - przelot do Larnaki - Limassol )
Po południu ruszamy do Warszawy. Na szczęście nie natknęliśmy się na korki i bez problemów dojeżdżamy na parking, skąd dowożą nas na Okęcie. Założyliśmy sobie dość
dużą rezerwę na ewentualne niespodzianki po drodze, więc na samolot musimy trochę poczekać. Punktualnie o 22.15 wylatujemy i po 3,5 godzinnym locie przybywamy do
Larnaki. Jeszcze czeka nas 70 km jazdy autobusem do Limassol. Okazuje się, że hotel, w którym się zatrzymujemy, prowadzi małżeństwo polsko-cypryjskie. Kładziemy się
spać, gdy zaczyna się już rozjaśniać.









4.07.2006 wtorek
(Warszawa - Łaziska Górne)
Wyjeżdżamy do domu, gdzie docieramy bez sensacji koło południa. Choć zawsze odżegnywaliśmy się od jakichkolwiek form turystyki zorganizowanej, tym razem
skorzystaliśmy z oferty pobytu w jednym miejscu w hotelu (ze względu na cenę), resztę organizując sobie we własnym zakresie. Akurat w tym przypadku było to dobre
rozwiązanie, gdyż rozmiary wyspy pozwalały dotrzeć na każdy jego kraniec bez pośpiechu, w trakcie jednodniowej wycieczki, bez konieczności codziennego poszukiwania
noclegu. Zrezygnowaliśmy z przejazdu na część turecką, gdyż przy stosunkach panujących między społecznością turecką a grecką, obawialiśmy się, co jest warte ubezpieczenie
samochodu, wypożyczonego w południowej części, gdyby coś się stało z samochodem w części tureckiej. W wypożyczalni, która gwarantowała nam pełne ubezpieczenie, od
razu powiedziano, że nie obejmuje ono w żadnym zakresie tego terenu. Chyba najlepszym rozwiązaniem, gdyby chciało się koniecznie zwiedzić część turecką jest przejście
piechotą do Nikozji Północnej i wypożyczenie tam samochodu. Jeśli chodzi o walory turystyczne, to trochę zawiedliśmy się na zabytkach antycznych, ale po prostu dużo już
się ich naoglądaliśmy i jesteśmy trochę wybredni. Bardzo ciekawe i malownicze były prawosławne kościółki. Na Cyprze mieliśmy czasami wrażenie, że czas nie płynie tak
szybko i czasem trochę się zatrzymuje, i to warto zobaczyć.
Marek, Alina i Piotr Cebula
3.07.2006 poniedziałek
(Limassol - Larnaka - przelot do Warszawy)
Pakujemy się. Do południa musimy opuścić nasz pokój, a o 15 przyjeżdża po nas autobus, który zawozi nas na lotnisko do Larnaki. Zostaliśmy mile pożegnani przez właścicieli
hotelu, którzy naprawdę potrafili stworzyć tam przyjemną atmosferę. Jak się okaże, spokojne lotnisko w Larnace za dwa tygodnie przeżywać będzie ciężkie chwile, gdyż
lądować tam będzie większość samolotów, zmierzających do zaatakowanego przez Izrael Libanu. Wylatujemy zgodnie z planem. Wlatujemy nad grubą warstwę chmur, która
zalega nad Bałkanami i Turcją, podczas gdy w Polsce panują upały. Na Okęciu czeka na nas wujek, który zabiera nas na nocleg. Okazuje się, że jazda po prawej stronie jezdni jest
dobrze ugruntowana w pamięci i nie mam ciągotek by jechać pod prąd.
2.07.2006 niedziela
(Limassol)
Rano udajemy się piechotą do kościoła. Tym razem msza odprawiana jest po grecku i angielsku. Jest to już ostatni cały dzień pobytu, który także poświęcamy na odpoczynek.
1.07.2006 sobota
(Limassol)
Poprzedniego dnia wieczorem zgodnie z ustaleniami zostawiliśmy kluczyki z samochodu w recepcji, pracownik wypożyczalni odbiera go bez naszego udziału. Dzień całkowicie
wypoczynkowy, częściowo spędzamy na hotelowym basenie, a częściowo nad morzem.
30.06.2006 piątek
(Limassol)
Choć w pierwotnych planach mieliśmy także ewentualną wycieczkę do północnej - tureckiej części wyspy, jednak rezygnujemy z tego. Trzeba wtedy wykupić osobne
ubezpieczenie na samochód, jednak wypożyczalnia nie odpowiada za żadne ewentualne szkody, powstałe na tamtym terenie i wolimy nie ryzykować. Ostatni dzień mamy
samochód, więc postanawiamy w końcu zwiedzić Limassol, którym przecież przebywamy, a do centrum mamy około 3km. Jedziemy więc, zatrzymujemy się w pobliżu
zamku, od którego rozpoczynamy zwiedzanie. Zamek jest związany z królem Ryszardem Lwie Serce, który tu miał swój ślub. Wewnątrz znajduje się muzeum, z dachu można
podziwiać stare miasto. Oglądamy jeszcze prawosławną katedrę Agia Napa i Wielki Meczet, kręcimy się uliczkami miasta, a końcu wsiadamy do samochodu i jedziemy na
położona za miastem Plażę Lady Mile. Nie wiem, jak mogą być tak duże różnice temperatury wody, gdyż woda jest lodowata, a parę kilometrów dalej ciepła.
29.06.2006 czwartek
(Limassol - Omodos - Kakopetria - Limassol)
Ostatnią dłuższą wycieczkę postanowimy zrobić ponownie w Góry Troodos. Rozpoczynamy od Omodos. Chyba to najbardziej urocza wioska z wszystkich, oglądanych przez
nas na Cyprze. Na początek wchodzimy do klasztoru Timios Stavros, czyli Świętego Krzyża. Według tradycji św. Helena zostawiła tu kawałek liny, którą Jezus był
przywiązany do krzyża. Wioska słynie z koronek, których wyrób można również obejrzeć na ulicy. Synie również z wyrobu wina, a szczególnie słodkiej "commandarii" .
Spacerujemy wąskimi uliczkami wioski i w pewnym momencie zostajemy zaproszeni do domu, w którym właściciel z połowy urządził prywatne muzeum rodzinne. Można tam
obejrzeć wystrój izb i sprzęty do niedawna, używane w wiejskich domach. Zaproszenie nie jest całkiem bezinteresowne, gdyż również zostajemy zaprowadzeni do małej
piwniczki z własnej produkcji winami i "zivanią" czyli wódką gronową i nie wypada nie kupić choć butelki " commandarii" . Jedziemy dalej. Za Troodos nieznany dotąd widok.
Niebo z naszej prawej strony robi się prawie czarne, rozświetlone błyskawicami. Dojeżdżamy do Kakopetrii do kolejnego kościółka z listy UNESCO -
Agios Nikolaos tis Stegis. Tu po raz pierwszy nie trzeba nigdzie iść po klucze - jest otwarte. Kościół jest bardzo ciekawie zbudowany. Nad kopułą znajduje się drugi
dwuspadowy dach. Ściany pokryte są dobrze zachowanymi malowidłami, z których pierwsze pochodzą z XI w. Nasze nadzieje, że burza nas minie okazują się płonne. Zaczyna
się oberwanie chmury. Przedłużamy nasze zwiedzanie, lecz kiedy widzimy, że nie ma szans na szybki koniec ulewy, biegniemy 100 m do samochodu, oczywiście kompletnie
przemakając. Droga, którą jedziemy zamieniła się w rwący potok. Na szczęście po przejechaniu 10 km deszcz przestaje padać i decydujemy się na obejrzenie jeszcze jednego
kościółka Timios Stavros, czyli Świętego Krzyża, gdyż także tu znajduje się relikwiarz z fragmentami drzewa krzyża. Gdy wracamy do oddalonego około 40 km Limassol,
okazuje się, że tam nawet na niebie nie było chmurki, nie mówiąc o deszczu.
28.06.2006 środa
(Limassol - Hala Sultan Tekke - Larnaka - przylądek Greko - Agia Napa - Limassol)
Dziś ruszamy na wschód. Pierwszy punktem programu jest Hala Sultan Tekke, meczet położony nad słonym jeziorem, niedaleko lotniska w Larnace. Jak nas informuje
przewodnik, zarówno ten książkowy, posiadany przez nas jak i ten żywy, pokazujący nam wnętrze meczetu, jest to czwarty w kolejności meczet dla wyznawców islamu.
Sprawa wygląda problematycznie, gdyż pierwsza trójka jest niewątpliwa - Mekka, Medyna i Jerozolima a te czwarte miejsce uzurpuje sobie chyba więcej krajów islamskich,
ponieważ w Tunezji to samo mówiono o Wielkim Meczecie w Kairouan. W Larnace odwiedzamy zbudowany około 900 r. kościół Agios Lazaros, czyli św. Łazarza, który
przybył na Cypr i tu został biskupem. W podziemiach kościoła oglądamy sarkofagi, wsród których jeden był ponoć grobem Łazarza. Przeciskamy się przez centrum Larnaki
i ponownie wjeżdżamy na autostradę kierując się na bardzo malowniczy przylądek Greko. Brzeg morza jest tu stromy i skalisty. Podziwiamy widoki i wracamy przez
Agia Napa, typowe "hotelowisko" , jakie możemy znaleźć w dowolnym kraju. Opuszczamy jak najszybciej to miasto, zatrzymujemy się na plaży kilka kilometrów za nim
i odpoczywamy.
27.06.2006 wtorek
(Limassol - Nikozja - Limassol)
Ruszamy autostradą do stolicy. Przypadek sprawił, że do murów miejskich docieramy w pobliżu przejścia granicznego do części tureckiej w okolicy pałacu Ledra, więc
postanawiamy wpierw zwiedzić Nikozję Północną. Strefa graniczna wygląda jak linia frontu - zniszczone budynki z workami z piaskiem w otworach okiennych, wszędzie zasieki
z drutu kolczastego. Otrzymujemy na karteczkach wizy. Wita nas angielski napis " Turecka Republika Północnego Cypru - na zawsze!" Wchodzimy na
dziedziniec Büyük Han, dawnego karawanseraju. Kierujemy się dalej w okolice meczetu Selima, który pierwotnie był jedną najwspanialszych świątyń chrześcijańskich na
Bliskim Wschodzie. Ślady zmian są widoczne. Z głównego portalu usuniętowszystkie rzeźby postaci świętych. Dziwne położenie mihrabu, czyli wnęki skierowanej na Mekkę,
powoduje, że chodniki z zaznaczonymi miejscami modlitwy ułożone są ukośnie. Wstępujemy jeszcze na Belediye Pazari, czyli bazar, kręcimy się jeszcze po ulicach i wracamy
do Nikozji Południowej. Po przejściu przez mur miejski, idziemy promenadą spacerową w kierunku Laiki Geitonia, malowniczego fragmentu starej Nikozji, głównej handlowej
ulicy miasta. Południowa część znacznie różni się od części tureckiej. Wszystko jest tu bardziej zadbane, uporządkowane. Wstępujemy do bardzo ciekawego kościoła Tripiotis
i zmierzamy dalej w kierunku centrum, mijając po drodze meczet Omara -największą muzułmańską świątynię w południowej części wyspy. Zza ogrodzenia Pałacu
Arcybiskupiego spogląda na nas 8 m wysokości postać arcybiskupa Makariosa. Trochę ochłody od skwaru znajdujemy zwiedzając katedrę św. Jana Teologa. Wracając do
samochodu zaparkowanego przy murach miejskich przechodzimy jeszcze obok, niestety zamkniętego, meczetu Araplar, który oczywiście także został zaadoptowany z
kościoła. Wyjazd z miasta to poruszanie się w ślimaczym tempie, aż do autostrady, która również do odbicia na Larnakę jest bardzo zatłoczona. Jesteśmy już przyzwyczajeni do
ogromnej ilości rosyjskich wczasowiczów, jednak spotyka nas nowa niespodzianka, gdy słuchając radia w samochodzie, słyszymy w pewnym momencie " govorit russkaja
wołna Limassol" .
26.06.2006 poniedziałek
(Limassol - Pafos -Tala - Polis - Łaźnie Afrodyty - Limassol)
Tym razem ruszamy na północny-zachód. Kilka kilometrów za Pafos wjeżdżamy na górę, gdzie znajduje się monaster Agios Neophytos, założony w XII w. Mnich Neofit
wydrążył w skale trzy cele, każda o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Ściany i sklepienie pokryte są dobrze zachowanymi malowidłami. Po wyjściu z kościółka
oglądamy jeszcze nowy kościół klasztorny z małym muzeum. Jedziemy dalej w kierunku Polis, by obejrzeć Łaźnie Afrodyty, gdzie ponoć Afrodyta spotkała swego
kochanka Adonisa. Jest to mały naturalny basen w skalnej wnęce, otoczony drzewami figowymi, do którego po skałach spływa woda. Trudno nam się tam docisnąć, bo cały
teren okupuje rosyjska wycieczka. Chcemy wracać zachodnim wybrzeżem półwyspu Akamas, jednak na drodze oznaczonej na mapie jako " gruntowa, dostępna cały rok" nie ma
żadnych drogowskazów, więc rezygnujemy z tego przedsięwzięcia, zadowalając się plażowaniem w okolicach Polis.
25.06.2006 niedziela
(Limassol - Stavrovouni - Limassol)
Do południa uczestniczymy we Mszy św w kościele katolickim w Limassol. Msza jest odprawiana po łacinie i angielsku przez księdza - Murzyna, a znaczna większość
uczestniczących to Azjaci. Następnie jedziemy do bardzo malowniczo położonego, na wysokiej stromej górze klasztoru Stavrovouni. Wjeżdżamy na górę. Okazuje się, że
trwa przerwa dla zwiedzających i musimy czekać prawie godzinę. Po przerwie czeka nas niespodzianka - nie doczytaliśmy w przewodniku, że klasztor jest udostępniony tylko
dla mężczyzn, o czym także informowała karteczka na bramie, której nie dostrzegliśmy. Wchodzę więc sam na teren klasztoru i obchodzę go w szybkim tempie. Zjeżdżamy w
dół. U podnóża góry przy małym monasterze Agia Varvara mieści się pracownia jednego z najsłynniejszych cypryjskich malarzy ikon - ojca Kallinikosa. Pokazuje nam wycinki
prasowe z różnych stron świata, dotyczące wystaw jego ikon. Towarzyszy mu młody Ukrainiec, który przyjechał tu, by terminować u mistrza. Pracownia mieści się w baraku,
panuje tam "twórczy porządek".
24.06.2006 sobota
(Limassol - Troodos - Pedoulas - Kykkos - Moutoullas - Limassol)
Postanawiamy jechać w góry Troodos, które warto zwiedzić by obejrzeć małe górskie kościółki, z których 9 wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Po drodze
zatrzymujemy się na parkingu przed dróżką, prowadzącą do największego wodospadu na Cyprze. Jednak ma on zaledwie kilkanaście metrów wysokości, a konieczność
zapłacenia biletów wstępu skutecznie nas do tego zniechęciła. Za Troodos wśród parasolowatych sosen znajduje się odbicie, którym można wjechać prawie na szczyt
najwyższej góry Cypru Olimpu (Chionistry) 1951 m n.p.m. Prawie, bo sam szczyt jest niedostępny, gdyż znajduje się tam brytyjska baza wojskowa. W dalszej drodze
zjeżdżamy do Pedoulas, gdzie znajduje się jeden z wcześniej wspomnianych kościółków - Agios Archangelos Michail (św. Michała Archanioła) z 1474 r. Oglądamy jego
ciekawe wnętrze, a następnie położone naprzeciw Muzeum Sztuki Bizantyjskiej. Jedziemy dalej do najbardziej okazały i najbogatszy klasztor cypryjski w Kykkos. Jest on
celem wielu pielgrzymek, ze względu na obecność ikony Matki Bożej Miłosierdzia , namalowanej, jak mówi tradycja przez św. Łukasza. Jak się po chwili orientujemy,
odwiedzający to przede wszystkim rosyjskie wycieczki. W sklepiku, w którym można kupić głównie wina, destylaty i miody wyprodukowane przez miejscowych zakonników
obsługa posługuje się ich językiem. Klasztor jest naprawdę okazały, ozdobiony wspaniałymi mozaikami. Wracając postanawiamy odwiedzić jeszcze jeden z kościółków -
najstarszy z nich (z XIII w) Panagia tou Moutoullas. Końcowy odcinek drogi trudno już pokonać samochodem, a gdy w końcu do niego docieramy, okazuje się, że jest
zamknięty, a mieszkańcy pobliskiego domu informują nas, że klucz znajduje się w restauracji we wiosce na dole. Nie mamy ochoty powtórnie pokonywać tej trasy i zadawalamy
się obejrzeniem go z zewnątrz.









